O Patronie w Święto Szkoły trochę inaczej

Całe swoje życie poświęcił walce o godność chłopa, człowieka, całym swoim życiem zaświadczył, że jeśli się tylko chce, to można osiągnąć wiele. Dziś zapomniany, a szkoda, bo należy pamiętać o tym, kim był i co zrobił.

Mowa o Andrzeju Średniawskim, mieszkańcu Górnej Wsi, działaczu społecznym i politycznym, pośle i senatorze ziemi myślenickiej, darczyńcy Zespołu Szkół jego imienia w Myślenicach, który jest jednocześnie przykładem awansu społecznego i kulturalnego. 13 listopada przypada 89 rocznica jego śmierci.

Andrzej Średniawski jako syn małorolnego chłopa, kuśnierza, przeszedł drogę pospolitą, nie dał się złamać przeciwnościom, wręcz ze zdumiewającym samozaparciem zdobył wykształcenie. Gdy inni beznadziejne się marnowali, on sięgnął po wysokie godności w państwie. Pomimo braków w edukacji (nie chodził do szkoły, bo nie miał butów i nikt specjalne się o niego nie troszczył, rodzice wcześnie go osierocili) dzięki samokształceniu pozyskał wiedzę na tyle nowatorską, że pomimo początkowego lekceważenia go przez okolicznych gospodarzy z czasem stał się autorytetem w dziedzinie uprawy roli, chowu zwierząt, a przede wszystkim prowadzenia pasieki. Zyskiwał uznanie na krajowych wystawach, wcale nie odstając wiedzą od innych wielkich gospodarzy. Z czasem zaczął wiedzą dzielić się ze społeczeństwem, pisząc drobne artykuły do prasy tematycznej (np. „Bartnika”).

Wiedza na temat prowadzenia gospodarstwa i pasieki zainteresowała młodego ukraińskiego studenta Leona Rogozińskiego, który w okolicach Krakowa przebywał na praktykach studenckich, na tyle że zaprosił Średniawskiego na Ukrainę do rodzinnych majątków. Średniawski zdecydował się spróbować swoich sił w prowadzeniu gospodarstwa u ciotki Leona, ziemianki Zofii z Bieniewskich, wdowy po Władysławie Franciszku Rogozińskim. Skromny, pracowity, o ugruntowanych poglądach chłop zachwycił ziemiankę tak, że zakochała się w nim i pomimo olbrzymich protestów rodziny zdecydowała się wyjść za Średniawskiego za mąż, porzucając swój dwór na rzecz zwykłej wiejskiej chałupy w Górnej Wsi, gdzie być może jeszcze gdy się wprowadzała, zamiast podłogi było klepisko.

Przy Zofii, która starała się wspierać męża w rozwoju społecznym i politycznym, Andrzej zdecydował się kandydować najpierw do sejmu lwowskiego, potem wiedeńskiego, włączając się z czasem w struktury PSL Piast. Gdy Polska odzyskała niepodległość, kontynuował swoją działalność polityczną, zdobywając godność posła i senatora Rzeczypospolitej.

Kiedy przegląda się dokumenty pozostałe po Andrzeju Średniawskim, widać jego wielokierunkowe zaangażowanie. Współtworzył instytucje wspierające chłopów (kółko rolnicze, straż pożarna), okolicznych mieszkańców (fabryka kapeluszy), młodzież (szkoła kapelusznicza czy szkoła szewska). Dokumenty po Średniawskim są także świadectwem jego skrupulatności. Zaskakują teczki pełne kalendarzyków czy dzienników gospodarstwa domowego zapisanych drobnym maczkiem, gdzie odnajdziemy notatki o spotkaniach, szczegółowych "co do grosza" rozliczeniach budżetu domowego. Listy do żony zaś szczególnie są pełne troski o dom, obejście, uprawy, prace polowe, a przede wszystkim o oczko w głowie, czyli pasiekę.

Dzisiaj po działalności Andrzeja Średniawskiego zostało zaledwie niewiele śladów, a są to: zaniedbane koryto rzeki Bysinki, ulica jego imienia, budynek kółka rolniczego na Górnym Przedmieściu. Jedyną instytucją działającą do dziś, będącą świadectwem społecznego zaangażowania Średniawskiego, jest Zespół Szkół jego imienia, na założenie którego fundusze z diet poselskich i senatorskich przeznaczył Średniawski. Zakupił za nie ziemię i zapisał ją myśleniczanom w testamencie z przeznaczeniem na szkołę, mającą kształcić w zakresie rolnictwa. Na bazie tego zapisu powołano po kilku latach szkołę, ale wojna przeszkodziła w jej rozwoju. Po wielu perypetiach powróciła ona do swojego pierwotnego budynku i funkcjonuje do dziś. Zmieniły się tylko jej kierunki kształcenia. Absolwenci to uczniowie technikum informatycznego, technikum reklamy, technikum gastronomicznego i liceum ogólnokształcącego. 13 listopada, w rocznicę śmierci Średniawskiego, obchodzone jest w Zespole Święto Szkoły. Co roku uczniowie klas pierwszych uczestniczą w Szkolnym Turnieju Wiedzy o Patronie i odwiedzają grób patrona, który znajduje na cmentarzu na Stradomiu. Dbają o niego Zespół Szkół i mieszkańcy Górnego Przedmieścia. W tym roku z powodu pandemii działania te są znacznie utrudnione bądź musiały zostać odłożone w czasie.

Średniawski nie robił niczego na pokaz, nie robił niczego ze względu na swoje korzyści, nie oczekiwał nagród, stronił przed stanowiskami. Może dlatego, że był tak skromny, że pracował bez rozgłosu, dzisiaj tak mało się o nim mówi i tak niewielu już o nim pamięta.

To właśnie brak pamięci o Średniawskim zmobilizował nas kilka lat temu do podjęcia działań, by o tym człowieku jednak nie zapomniano. A dzisiaj, gdy epidemia koronawirusa zamknęła nas w domach, postanowiłyśmy przywołać w formie tego artykułu pamięć o patronie Zespołu Szkół. Nasza praca rozpoczęła się, gdy z wstępnie zebranych materiałów, które znajdowały się w bibliotece szkolnej, i tych, do których dotarłyśmy również w dawnym Domu Greckim, obecnym Muzeum Niepodległości, przygotowałyśmy opracowanie pt. "Szkoła Pana Senatora", znajdujące się na stronie Zespołu Szkół. Teraz z perspektywy lat wiemy, że nie było ono obszerne i obfite w informacje. Kontynuowałyśmy swoją pracę poszukiwawczą, a systematycznie gromadzone dokumenty złożyły się na wystawę zorganizowaną w Bibliotece Pedagogicznej w Myślenicach. Wystawa pociągnęła za sobą lawinę dalszych naszych działań. Zachęcane na wernisażu wystawy przez zgromadzonych gości do podzielenia się wiedzą o Średniawskim i historią szkoły szerzej, założyłyśmy blog sredniawski.blogspot.com, który działa od 2014 roku i jest w miarę systematycznie uzupełniany o nowe wpisy. Była dyrektor szkoły Maria Sikora przekazała nam informacje, że w szkolnym archiwum znajdują się dokumenty z czasów wojny, dotyczące działalności szkoły. Są tam stare dzienniki i inne cenne zaświadczenia czy pisma. Archiwum szkolne zawiera też księgę protokołów od początków powstania szkoły, czyli od 1939 roku (choć początki jej datuje się na 1938 rok). Podążając tropem dokumentów, pojechałyśmy do Warszawy do Zakładu Historii Ruchu Ludowego, gdzie przez trzy dni przeglądałyśmy kilkanaście tomów dokumentów spuścizny po Średniawskim. Wizyta ta dostarczyła nam wielu wskazówek, za którymi podążałyśmy dalej. Nawiązałyśmy również współpracę z Muzeum Wincentego Witosa, a także byłyśmy w archiwum PAN. Dzięki żmudnym poszukiwaniom w internecie udało nam się nawiązać kontakt z krewnymi po Zofii Średniawskiej, znalazłyśmy też potomków brata Andrzeja Średniawskiego. Nasze kontakty sięgnęły Anglii, Kanady, a nawet RPA. Natomiast badanie historii szkoły doprowadziło do nawiązania kontaktu z mieszkającą we Francji Ewą Zarzycką-Berard, która od 1967 roku przebywa na emigracji. Po kilkumiesięcznej korespondencji przybyła ona do nas, żeby zobaczyć miejsce, gdzie być może w trakcie wojny ówczesny dyrektor szkoły Jan Masior ukrywał jej babkę Żydówkę. Publikacje na blogu spowodowały, że zaczęli się z nami kontaktować ludzie zainteresowani konkretnymi informacjami tam zawartymi i tak nawiązałyśmy współpracę z Piotrem Witoldem Lechem, pisarzem fantasy i science fiction, historykiem, w tym historykiem wędkarstwa, czy Tomaszem Szczerbickim, specjalizującym się w badaniach historycznych dotyczących rozwoju motoryzacji w Polsce, publikującym artykuły w prasie tematycznej. Poszerzoną wiedzę o Średniawskim, nowe pozyskane zdjęcia i dokumenty zaprezentowałyśmy na wystawie przygotowanej przez nas z okazji jubileuszu 80-lecia szkoły. Potem na kilka tygodni wystawa trafiła do Muzeum Niepodległości.

Zgromadzone materiały pozwalają na zaprezentowanie w miarę pełnego obrazu postaci Andrzeja Średniawskiego, jego działalności, tematów z nim związanych, a także historii szkoły. Kiedy zmarł Średniawski, starano się o nim przypominać. W rocznicę śmierci pojawiły się artykuły wspomnieniowe, nadmieniano o budowie pomnika. Czesław Kurek zaczął gromadzić spuściznę po Średniawskim (w dużej mierze przekazaną przez żonę Średniawskiego), ale sytuacja rodzinna przeszkodziła mu w opracowaniu zgromadzonego materiału. Przekazał on go adwokatowi, Antoniemu Walaszkowi, który przymierzał się do napisania książki o Średniawskim. Częściowy maszynopis znajduje się w Archiwum Zakładu Historii Ruchu Ludowego, ale książka nigdy nie została wydana. Przypuszczamy, że jej druk został wstrzymany z powodu sytuacji politycznej w tamtym czasie w Polsce. My chciałybyśmy przełamać to fatum, by książka jednak powstała, by nie zanikła pamięć o człowieku, któremu Myślenice zawdzięczają tak wiele…

Elżbieta Górecka, Arleta Garbień