Patron Szkoły
Szkoła Pana Senatora

opracowała: mgr Elżbieta Górecka

| Uwagi wstępne | Sytuacja obecna | Słowo o patronie | Historia szkoły | Bibliografia |

Andrzej Średniawski

Zdjęcie pochodzi z kolekcji dr. Stanisława Białego - Senatora II RP i Zastępcy Witosa, przyjaciela Senatora Andrzeja Średniawskiego. Zdjęcie przekazała Pani Jolanta Tacakiewicz-Lipińska - wnuczka Senatora Białego

Uwagi wstępne

W Myślenicach niewielu mieszkańców posiada jakąkolwiek wiedzę na temat Andrzeja Średniawskiego. Tymczasem trudno znaleźć człowieka równie zasłużonego dla tego miasta, w którym żył i mieszkał, oraz dla całej Ziemi Myślenickiej. Jest jedynym do tej pory myśleniczaninem, który doszedł do godności senatorskiej (do wyboru Marka Łatasa w bieżącej kadencji Sejmu RP także i poselskiej). Swoją posługę sprawował dla dobra społeczności. Jest to postać coraz bardziej zapomniana. Powszechnie wiadomo, że w dzielnicy Górne Przedmieście jest szkoła średnia i ulica jego imienia. Tylko nieliczni wiedzą, że to Średniawski ufundował ową szkołę, że mieszkał na ulicy noszącej dziś jego imię. Wielu jednak nie wie, w którym miejscu znajdował się dom Średniawskiego, i że dziś jedynym pozostałym śladem po obecności tego niezwykłego człowieka są niszczejące na działce słupy ogrodzeniowe, które kiedyś tworzyły piękny parkan, za nim stał dom, a przed nim, od strony drogi, rosły wysokie, różowe głogi i akacje. Wielu też nie wie, że na myślenickim cmentarzu na Stradomiu znajduje się skromny grób tego wielkiego człowieka, w którym spoczywa razem z żoną.

Przed rozpoczęciem zapoznawania się z zebranymi poniżej materiałami muszę uprzedzić czytelnika, że wiele ze źródeł, do których sięgałam, to wspomnienia (najczęściej spisane przez kogoś) ludzi - często już nieżyjących - którzy w jakiś sposób powiązani byli ze szkołą czy osobą Andrzeja Średniawskiego poprzez pokrewieństwa i powinowactwa. Stąd bywało, że prezentowane przez nich wydarzenia były sprzeczne lub nieścisłe, a ze względu na upływ czasu nie zawsze da się te wersje zweryfikować i ujednolicić.

Sytuacja obecna
Zespół Szkół im. A. Średniawskiego umiejscowiony jest w malowniczej dolinie Bysinki, która jest granicą pomiędzy Pogórzem Wielickim i Beskidem Średnim. Znajduje się on na równoległej do ulicy Średniawskiego ulicy 3 Maja. Obecnie szkoła kształci młodzież w zawodzie technika: żywienia i gospodarstwa domowego, architektury krajobrazu i informatyka. Ponadto działają bezpłatne szkoły policealne dla dorosłych, kształcące w tych samych kierunkach i uzupełniające licea ogólnokształcące dla dorosłych. Dyrektorem jest mgr Jerzy Cachel. Szkoła ta obecnie ma inny charakter niż na początku swojej działalności, bowiem powstała kiedyś po to, by - zgodnie z testamentem Średniawskiego - "się chłopskie dzieci mogły uczyć rolnictwa".

Historia Zespołu Szkół im. Andrzeja Średniawskiego jest nierozerwalnie związana ze swoim patronem, a zarazem fundatorem. Jego biografia ukazuje motywy szlachetnej decyzji oddania większej części majątku na jej powstanie.

Słowo o patronie
Andrzej Średniawski to rodowity myśleniczanin wywodzący się z Górnej Wsi, kiedyś niewielkiej miejscowości obok Myślenic, dziś dzielnicy tegoż miasta. Jego dziadek - Józef Średniawski - przybył na myślenicką ziemię wraz z żoną Franciszką, nie wiadomo jednak bliżej skąd, podobnie jak źródła milczą o tym, czy posiadał on jakieś nieruchomości na terenie Myślenic. Średniawscy mieli dwójkę dzieci: Barbarę i Karola - ojca "słynnego" Średniawskiego. W 1853 roku Karol Średniawski ożenił się z młodziutką Anną Dzieżówną. Było to małżeństwo o nierównym statucie majątkowym, w związku z tym nie spotkało się z aprobatą rodziców panny młodej. Dzieżówna otrzymała w posagu kawałek gruntu z obciążeniem spłaty na rzecz brata (Wojciecha Dzieży). Karol nie miał nic. Dwa lata po ślubie na świat przyszło pierwsze dziecko Średniawskich - syn Kazimierz. Ciężką pracą własnych rąk udało się Średniawskim wybudować dom. Połowę wykończyli i w 1856 wprowadzili się do niego, opuszczając rodziców Anny. Potem ich warunki pracy niewiele się zmieniły, bowiem gdy wykonali swoje obowiązki we własnym gospodarstwie, szli do pracy u innych, zaś wieczorami Karol starał się jeszcze dorobić szyjąc kożuchy dla kupców myślenickich. Dwa lata po narodzinach Kazimierza, 24 listopada 1857 roku, na świat przyszło ich drugie dziecko - Andrzej. Imię otrzymał po swoim dziadku ze strony matki - Andrzeju Dzieży, a także na cześć św. Andrzeja, w którego święto się urodził.

O zawartym w 1853 roku małżeństwie Anny i Karola pisze w swojej pracy J. Kazanecka. Natomiast w pracy J. Sikory można przeczytać, że rodzice Anny zgodzili się na jej małżeństwo z Karolem dopiero, gdy na świat przyszło drugie nieślubne dziecko i interweniował ksiądz proboszcz.

W domu panowała bieda, sytuacja pogorszyła się w 1861 roku, kiedy w nieznanych okolicznościach ojciec Andrzeja stracił oko, a to z kolei spowodowało pogorszenie się jego stanu zdrowia. Te wydarzenia źle wpłynęły na ciężarną Annę spodziewającą się trzeciego dziecka. W tym samym jeszcze roku urodziła syna - Stanisława, ale żył on tylko kilka dni. Anna z połogu nigdy już nie wstała. Świadoma nadchodzącego kresu życia sporządziła testament, w którym wszystkie dobra ziemskie otrzymane od rodziców zapisała mężowi, zaś po jego śmierci - swoim dwóm synom. W lutym 1862 roku osierociła dzieci i uczyniła Karola wdowcem.

W rok po śmierci żony Karol, nie mogąc sobie samotnie poradzić z gospodarstwem i dziećmi, pojął za żonę Wiktorynę Nowak, z którą miał córkę Karolinę. Choroba, która rozpoczęła się wraz z utratą oka, nasiliła się jeszcze bardziej. Nic nie pomagało w jej zahamowaniu i w 1864 roku Karol podążył za swoją pierwszą żoną. Wiktoryna, nie czując się na siłach w dalszym ciągu prowadzić gospodarstwa, odeszła do swoich rodziców, zabierając ze sobą córkę, zaś chłopcy zostali powierzeni opiece sąsiada Średniawskich - Bieli.

Pomoc małym chłopcom okazała także siostra ojca - Barbara i krewny Gąsiorowski. W 1862 (1864?) Kazimierz i Andrzej za sprawą ciotki trafili do szkoły. Starszemu z braci nauka szła trudno, w związku z tym decyzją Bieli wysłano go do młyna na naukę zawodu. Andrzej zaś był przeciwieństwem brata. Lubił się uczyć, zaś szczególnie lubił czytać książki.

Praca J. Sikory informuje, że Andrzej ukończył szkołę "wydziałową", natomiast w pracy J. Kazaneckiej przeczytamy, że Średniawskiemu nie udało się ukończyć czwartej klasy, ponieważ skreślono go z listy uczniów w 1870 roku. Powodem były zbyt częste nieobecności i fakt, że był sierotą.

Jakkolwiek było, Średniawski nie zaprzestał zdobywania wiedzy. Najpierw uczył się sam, a później poprosił, by oddano go na naukę zawodu do szewca (majstra Syrkowskiego), bowiem myśląc przyszłościowo miał nadzieję, że maszyny nigdy nie zastąpią człowieka w tym zawodzie i że ten zawód zawsze będzie istniał. Praktykując u szewca rozczytywał się w książkach, szczególnie zaś w Kalendarzu Krakowskim, który dostarczył mu stryj Gąsiorowski. Człowiek ten miał ogromny wpływ na swojego krewniaka, uświadamiał mu nadchodzący postęp - szczególnie w dziedzinie rolnictwa, który miał okazję obserwować przebywając w innych krajach.

Kilka lat praktykowania u Syrkowskiego spowodowało zaznajomienie się z zawodem szewca i Średniawski wyjechał do Krakowa, by tam pogłębiać wiedzę w swoim fachu. Znany był i ceniony za swoją skrupulatność i dokładność. Za zdobyte uczciwą pracą pieniądze kupował książki. Początkowo majstrowie, u których terminował na praktyce, niezbyt przychylnie patrzyli na to jego zainteresowanie literaturą, ale sprytny Andrzej wprowadzał nowe udoskonalenia w warsztacie, co z kolei powodowało, że miał więcej czasu na lekturę. W takiej sytuacji majstrowie nie mieli serca protestować i zabraniać czytania książek.

Pracując, potrafił też odkładać pieniądze i kiedy powrócił z Krakowa, odkupił od brata rodzinny grunt. Gąsiorowski spowodował, że we współpracy z nim i jeszcze kilkoma innymi mieszkańcami Górnej Wsi Andrzej Średniawski zakupił książki i założył Towarzystwo Czytelni Ludowych. Początkowo ceniono Średniawskiego nie tylko za organizację tego przedsięwzięcia i fachowość w zawodzie szewca, ale również i za to, że stał się przykładnym rolnikiem. Jednak z czasem uznano, że wpływ książek na jego postępowanie jest zbyt duży i zaczęto z pożałowaniem patrzyć na jego innowacje w gospodarstwie (np. cielęta chowane wg książki). Doprowadziło go to do wyobcowania wśród mieszkańców. Jednak Średniawski nie pozwolił sobie na zwątpienie i nadal kupował książki oraz prasę rolniczą. Zdobyte z nich wskazówki pozwoliły na założenie nowoczesnej i budzącej powszechny podziw pasieki. Swoim doświadczeniem dzielił się z innymi na łamach "Bartnika". Stopniowo zmieniało się nastawienia ludzi do tego człowieka.

Średniawski bardzo interesował się wiadomościami ze świata, zwłaszcza związanymi z rolnictwem. Kiedy w Górnej Wsi pojawił się ksiądz Stojałowski, przekształcono Czytelnię Ludową w Towarzystwo Oświaty i Pracy. Ta organizacja poszerzyła już swoją działalność. Zdecydowano się bowiem na zakup urządzeń rolniczych, dyskutowano nad uprawami roślin, na temat hodowli zwierząt. Zaczęto również poświęcać spotkania tematyce społecznej i politycznej.

W 1880 roku, kiedy Średniawski przebywał na zorganizowanych przez ludowców i polityków uroczystościach upamiętniających Ignacego Kraszewskiego, miał okazję poznać samego Jakuba Bojkę oraz małżeństwo Wysłouchów. To spotkanie pozostawiło trwały ślad w życiu Średniawskiego. Zaczął się jeszcze mocniej angażować w działalność ludową. Zainteresowało go powstanie Towarzystwa Kółek Rolniczych. W związku z tym, wspierany przez stryja Gąsiorowskiego, udał się do Krakowa, gdzie spotkał się z Franciszkiem Stefczykiem. Ten wprowadził go w zasady działalności kółek rolniczych. Tuż po powrocie do domu Średniawski postanowił założyć kółko w Myślenicach. Stało się to za sprawą przekształcenia istniejącego już Towarzystwa Oświaty i Pracy, zaś samego twórcę wybrano na pierwszego przewodniczącego owego Kółka Rolniczego. Nie znaczy to, że Towarzystwo Oświaty i Pracy przestało działać, przeciwnie - zajęło się oświatą i czytelnią.

Na przełomie lata i jesieni 1885 roku w Górnej Wsi pojawił się Leon Rogoziński, student Politechniki Petersburskiej. Realizował on swoje, popularne w tamtym okresie, idee, chciał dotrzeć do nauczycieli we wsiach, by przekazać im nastawienie na wszechstronną pracę z chłopami. Dotarł on do oczytanego górnowiejskiego chłopa, a zafascynowany jego osobą, zaproponował mu wyjazd na Ukrainę i pracę w gospodarstwie jego ojca (założenie pasieki i sadu). Średniawski wyjechał z Rogozińskim do Konstantynówki. Jednak z obawy o to, że ojciec nie uszanuje Średniawskiego ze względu na jego pochodzenie, nie zawiózł go Rogoziński do domu, ale do stryjenki (a jednocześnie siostry matki) Zofii Rogozińskiej, wówczas już młodej wdowy. Jej gospodarstwo w Piotrówce zaczęło pod ręką Andrzeja przynosić coraz lepsze dochody i wzbudzać ogromną ciekawość wśród bliższych i dalszych mieszkańców okolicy. Średniawski nie przestał czytać książek, ale robił to nocami, gdyż uważał, że cały dzień powinien, zgodnie z umową, poświęcić pracy. Pisał także artykuły do czasopisma "Nowy wiek".

Znajomość z Zofią Rogozińską przemieniła się początkowo w przyjaźń, potem miłość. Rodzina wyrażała ogromne niezadowolenie takim rozwojem wypadków. Andrzej wyjechał. Sprytna Rogozińska oddała córkę na pensję do Krakowa i jeździła ją odwiedzać. Spotykała się tam z Średniawskim. I tak, mimo niezadowolenia rodziny, Zofia Rogozińska dopięła swego i wyszła za mąż za Średniawskiego w Krakowie 2 stycznia 1893 roku, przeprowadzając się z Antonówki pod Żytomierzem do Górnej Wsi - do chaty krytej strzechą. Honorowy Średniawski niczego nie pozwolił jej wziąć z posiadanego majątku, prócz pieniędzy za sprzedaną pasiekę, o które i tak musiała długo go prosić. Tworzyli oddane sobie małżeństwo. Zofia wspierała Andrzeja w prowadzeniu gospodarstwa i służyła mu także radą w jego działalności polityczno-społecznej. To jej Średniawski zawdzięczał ogładę towarzyską. Starała się ona bowiem wytworzyć w domu atmosferę społecznego obowiązku i społecznej pracy dla ludu.

Gdy Średniawski wrócił do rodzinnej miejscowości, od razu został ponownie wybrany na przewodniczącego Kółka Rolniczego. Silniej zaangażował się też w działalność polityczną, odnowił współpracę ze znanymi wcześniej działaczami, prowadził szeroką korespondencję, prenumerował takie czasopisma jak: "Zorza", "Wieniec", "Pszczółka", "Przyjaciel Ludu". Postulował pracę pozytywistyczną, przede wszystkim na polu gospodarczym i oświatowym. Zaangażował się aktywnie w tworzenie zorganizowanego ruchu ludowego. W 1895 roku odbył się zjazd rzeszowski, na którym Średniawski aktywnie dyskutował na temat programu stronnictwa.

Głębokim zaufaniem darzyli Średniawskiego mieszkańcy całego powiatu myślenickiego, a świadczy o tym fakt, że wybrali go na posła do Sejmu Krajowego Królestwa Galicji w 1895 roku. Śmiało i zasłużenie piął się po drabinie swojej kariery, nie wyzbywszy się skromności i sprawiedliwości. Trzy lata później został wybrany członkiem Rady Naczelnej Stronnictwa Ludowego. Uważał, że działalność chłopska jest jeszcze słaba i nie wolno dopuścić do jej rozdrobnienia, dlatego też starał się porozumieć ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Ludowym i Związkiem Chłopskim Potoczków. Każde wystąpienie myśleniczanina wskazywało na gruntowne przygotowanie się mówcy w związku z debetowanym tematem. Słynął z rzeczowości i nieugiętości w obronie swego stanowiska. Z dużym zaangażowaniem prezentował swój program, w którym jednym z postulatów było tworzenie silnych, rodzinnych gospodarstw. Zwracał uwagę na produkcyjne gospodarowanie. Wysunął propozycję tworzenia jednolitych związków rolniczych, które miały zrzeszać chłopów i obszarników.

Zaufania chłopów nigdy nie zawiódł. Wystartował w wyborach do Sejmu Krajowego 1901 roku. Nie wygrał ich, jednak przyczyna tego niepowodzenia nie tkwiła w braku głosów popierających jego działalność, lecz w zbyt małej agitacji. Ten sam rok przyniósł mu stanowisko wiceprezesa Wydziału Rady Naczelnej Stronnictwa Ludowego.

Zofia Rogozińska miała dwoje dzieci (syna i córkę) z poprzedniego małżeństwa. Dzieci jednak nie mieszkały ze Średniawskimi. Przyjeżdżały do nich tylko na wakacje. Sami Średniawscy byli małżeństwem bezdzietnym i w związku z tym zdecydowali się wziąć na wychowanie Jana Rajcę. Było on od 7 roku życia sierotą. Trafił pod opiekę Piotra Kuli, a stamtąd do rodziny Średniawskich. Zadbali oni o to, by wychowanek ukończył szkołę podstawową, a potem udał się do szkoły mleczarskiej w Rzeszowie. Po jej ukończeniu odbył praktykę w Wadowicach. Potem wybuchła wojna, a on, należąc do "Strzelca" (Związek Strzelecki Średniawski założył w 1913 roku, za co otrzymał podziękowania od samego Piłsudskiego, który przez jakiś czas gościł osobiście w domu na Górnej Wsi) wziął w niej udział. Po wojnie pracował w założonej przez Średniawskiego mleczarni. Z czasem został jej kierownikiem i był nim aż do czasów powojennych.

W 1904 roku Średniawski zdecydował się na zakup tzw. "roli wątorowej" od pani Sierosławskiej. To na tym gruncie powstanie kiedyś budynek szkoły zgodnie z wolą Średniawskiego. Za 37 morgów zapłacił 9000 koron. Gospodarstwo było zdewastowane, ale dzięki zaradności, pracowitości i doświadczeniu Średniawskiego doprowadzone zostało do świetności i stało się ono wzorowym.

Gdy zbliżały się kolejne wybory, zadbano o lepszą agitację wyborczą i Średniawski został wybrany na posła do Rady Państwa w Wiedniu w 1907 i również w 1911 roku.

W pracy politycznej był bardzo wytrwały. Z wszystkich chłopskich parlamentarzystów wiedeńskich tylko on nauczył się języka niemieckiego, by móc czytać dzienniki i orientować się w bieżącej sytuacji. Skrupulatnie odpowiadał na listy, i to każdemu bez wyjątku. Starał się też pomagać w sprawach nie cierpiących zwłoki, o przebiegu każdej z nich informował zainteresowanych na bieżąco.

Kiedy doszło do rozłamu Stronnictwa Ludowego, Średniawski wszedł do ścisłego grona przywódców PSL "Piast". Z czasem wybrano go na przewodniczącego stronnictwa. W okresie I wojny światowej opowiadał się za orientacją proaustriacką w sprawie odzyskania przez Polskę niepodległości. Popierał Legiony Polskie i wchodził w skład NKN. To przekonanie w sprawie odzyskania przez Polskę niepodległości było tak silne (a jak wiadomo Średniawski był zawsze wierny swoim przekonaniom i zdania nie zmieniał), że poróżniło go z resztą stronnictwa i dlatego też zrezygnował z przewodniczenia mu.

Pomimo tego, że działał już na światową skalę, nie zapominał o rodzinnych stronach. Kiedy bywał na obradach w Wiedniu mieszkańcy Górnej Wsi - członkowie Kółka Rolniczego - rozpoczęli budowę sklepu i sali mającej służyć zebraniom i uroczystościom. Nie starczyło im jednak funduszy i wtedy Średniawski wystarał się o pożyczkę na ukończenie budowy. Dzięki jego staraniom powstała szkoła kapelusznicza w Myślenicach, szewska w Dobczycach, a także fabryka kapeluszy przy szkole, rozpoczęto regulację potoku Bysinka. W planach (uzyskał już zgodę) była również budowa kolei do Myślenic. Niestety I wojna światowa pokrzyżowała te plany Średniawskiemu i kolej w Myślenicach do dzisiejszego dnia nie powstała.

Średniawski nigdy nie zaprzestał swojej pisarskiej działalności. W 1909 roku napisał broszurę "Sprawozdania poselskie", w 1911 roku "O kanałach", a w 1925 roku "O gospodarczej niedoli i kredycie". Będąc prezesem Towarzystwa Wydawniczego "Piast", publikował na jego łamach swoje teksty dotyczące tematów gospodarczych.

W okresie wojennym również działał aktywnie. Pojechał do Krakowa, zakupił karabiny, amunicję, ubrania żołnierskie, plecaki i wyposażył w ten sposób legionistów wyruszających na wojnę. Dzielił się swoimi plonami z uboższymi i pokrzywdzonymi chłopami, a wdowom po żołnierzach wystarał się o renty.

Po wojnie działalność Średniawskiego też nie ustała. Wytrwale pracował dla dobra chłopów i wsi. Wyrazem ich wdzięczności było wybranie go na posła w latach 1919-1922. W latach 1922-1928 reprezentował zaś PSL "Piast" w Senacie razem z Bojką. Podczas tej działalności trzymał się na uboczu, ale zawsze służył radą i pomocą, zaangażował się jedynie w przewodniczenie Komisji Gospodarczej. Kiedy doszło do secesji Bojki, który odszedł do sanacji, mimo ogromniej sympatii, jaką darzył Średniawski jego osobę, nie zawahał się on skrytykować postępku Bojki. Jako poseł i senator starał się połączyć stronnictwa chłopskie.

Do tego zjednoczenia doszło 15 marca 1931 roku, ale w tym czasie senator - już ciężko chory na próchnicę kości - przebywał w szpitalu Bonifratrów w Krakowie. Jak twierdzą mieszkańcy, Średniawski nabawił się próchnicy kości kiedy przebudowywano jego dom, wówczas bowiem przesiadywał on na kamiennych blokach. W szpitalu amputowano mu obydwie nogi. Nie było ratunku dla tego wielkiego człowieka. Świadomy swojej sytuacji Andrzej Średniawski wyszedł ze szpitala na własne żądanie i zmarł w swoim domu 13 listopada 1931 roku. Naoczni świadkowie wspominali, że dnia 16 listopada 1931 roku pochód żałobników był wielki. Ponoć ostatni wychodzili z domu Średniawskiego, kiedy pierwsi byli przy moście "staszkowym" (znajdującym się ok. 1,5 km od domu Średniawskiego). Na pogrzebie mowę wygłosił Wincenty Witos związany przyjaźnią ze Średniawskim. Marsze żałobne grały aż cztery orkiestry. Pochowano go na cmentarzu parafialnym w Myślenicach. Żona spoczęła w tym samym grobie kilka lat później.

Historia szkoły
Umierając Andrzej Średniawski pozostawił testament, w którym wydał dyspozycje co do podziału i przeznaczenia swojego majątku. Pozostawił go żonie na dożywocie. Potem ojcowizna miała zostać przeznaczona jego krewnym, dzieciom brata (Karolowi, Feliksie, Stefanii i Józefie), pod warunkiem, że jej nie podzielą i ustalą między sobą, kto najlepiej gospodarstwo poprowadzi (objęła je bratanica - Józefa Bulanda). Ziemię zaś zakupioną za pieniądze żony (14 mórg ziemi ornej i 23 morgi lasu na Górnym Przedmieściu) czyli "rolę wątorową" z budynkami i biblioteką oddał Radzie Powiatowej w Myślenicach z przeznaczeniem pod budowę szkoły rolniczej. Jak sam napisał, koszty na zagospodarowanie tego gruntu i budowę obiektów w gospodarstwie pokrywał z poselskich i senatorskich diet, dlatego też uważał, że ten majątek powinien należeć do społeczeństwa. Średniawski myślał o budowie szkoły na długo przed śmiercią, ale pieniądze, które zdeponował w kasie, straciły na wartości na skutek dewaluacji.

Testament sporządzony 23 V 1927 roku z zapisem dotyczącym darowizny długo przechowywał mecenas Franciszek Gędłek (twórca Muzeum Regionalnego w Myślenicach), a najsłynniejsze słowa w testamencie, które zna prawie każdy uczeń szkoły imienia fundatora, brzmiały: "Co otrzymałem od rodziny przekazuję rodzinie, a co od narodu przekazuje to narodowi... aby się uczyły dzieci chłopów rolnictwa". Podobno testament został spalony przez Rosjan. Wg relacji A. Pustelnika nim został sporządzony testament, Zofia Średniawska chciała oddać majątek na klasztor salezjanek w Krakowie - wychowujący sieroty. Wcześniej organizowała zbiórkę na ten właśnie klasztor, ale stało się tak, jak chciał Średniawski i grunt został przeznaczony na szkołę dla wiejskich dzieci.

Średniawski zmarł w 1931 roku. W testamencie była klauzula, że szkoła musi powstać w ciągu pięciu lat, inaczej majątek przechodził na własność państwa. Gospodarstwo po śmierci znalazło się w dzierżawie Okręgowego Towarzystwa Rolniczego. Pięć lat później - w sierpniu 1936 roku - na roli przeznaczonej pod szkołę gospodarował Jan Bujwid. Wtedy też pojawił się u niego Franciszek Bulanda - przedstawiciel rodziny Średniawskich - z informacją, że grunt zostanie zabrany, bo szkoła nie została wybudowana. Na parceli wtedy stała wtedy już stodoła i szopa. Prawdopodobnie ogarnięci chęcią utrzymania ziemi zgodnie z przeznaczeniem A. Pustelnik i J. Zając przystąpili do prac porządkowych na niej (karczowanie drzewek) i takie były początki przygotowywania gruntu senatorskiego pod budowę. Nadzór i kierownictwo nad budową sprawował inż. Stanisław Hołuj (on też zbudował jaz na rzece Rabie w Myślenicach). W 1938 roku dzięki jego pracy powstał budynek szkoły z 5 klasami i mieszkaniem dla nauczycieli oraz internatem (jego budowa przeciągnęła się do 1939 roku). Ponieważ Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nie zatwierdziło budynku mieszkalnego dla nauczycieli, trwały prace nad jego nową wersją o 3 mieszkaniach rodzinnych. Na dotychczasowe roboty Ministerstwo WR i OP przyznało Wydziałowi powiatowemu w Myślenicach kwotę 30.000 zł, a Wydział zaciągnął pożyczkę w wysokości 25.000 zł w Banku Międzykomunalnym i z Funduszu Pracy otrzymał 18.000 zł. Brak było jedynie pieniędzy na wewnętrzne urządzenie budynku szkolnego, w którym nie przewidziano pomieszczeń na pralnię, prasowalnię i magiel. Obok istniejących wcześniej budynków gospodarczych dostawiono stajnię, którą wzbogacono o jeszcze jednego konia i stado owiec. Pozostałe zabudowania gospodarcze przeznaczono odpowiednio: stodołę na plony, szopę na narzędzia rolne i warsztaty szkolne. Plac pomiędzy szkołą a pomieszczeniami gospodarczymi przeznaczono na ogród. Były to 2 ha ogrodzone siatką.

W 1938 roku w kwietniu, gospodarstwo zostało przejęte pod zarząd przez Wydział Powiatowy w Myślenicach od Okręgowego Towarzystwa Rolniczego. Szkoła Rolnicza w Myślenicach została powołana przez Samorząd Powiatowy, miała być szkołą męską. Rok 1938 miał być pierwszym rokiem działalności szkoły, z tym że Rada powiatowa miała zdecydować, czy uczniowie zaczną do niej uczęszczać w systemie dwuzimowym od 1 listopada, czy będzie to szkoła przysposobienia rolniczego działająca od 15 stycznia 1939 roku, która otwierała swe podwoje dla uczniów w listopadzie. Jej pierwszym dyrektorem został Jan Bujwid - absolwent Wydziału Rolniczego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przysłużył się on do wprowadzenia w szkole hodowli krów kolczykowanych rasy czerwonej polskiej. Na tej rasie bydła prowadził również badania w jaki sposób warunki klimatyczno-glebowe wpływają na wydajność mleka. Zadaniem dyrektora było również wyposażenie nowo działającej szkoły; otrzymał na to pewne fundusze, z których musiał się rozliczyć. Na początku roku 1939 zorientował się, że nie ma części pieniędzy, a nie może znaleźć potwierdzenia ich wydania w rozliczeniach. W związku z tym zwrócił się o pomoc do Starostwa, które w marcu 1939 roku na miejsce wysłało swojego pracownika Józefa Jarmułę. Ten po dokonaniu rozpoznania zauważył, że dyrektor w szkołę zainwestował sporo swoich prywatnych pieniędzy. Sprawa badania szkolnych funduszy spowodowała, że Józef Jarmuła na bardzo długi czas związał się z nią, do września 1939 roku. Miał w niej uczyć przedmiotów zawodowych. Według wspomnień Anny Jarmuły, przedmiotów zawodowych uczył inż. Józef Hosaja, zaś katechetą był ks. Łączek.

1939 rok przynosi wybuch II wojny światowej. Szkoła nie przerywa swojej działalności, choć nie działa tak, jak początkowo planowano. Niemcy chcieli, by kształciła fachowców, ponieważ postanowili, że będą mieć w Polsce zaplecze żywnościowe. Dyrektor Bujwid nie zdecydował się na podjęcie pracy, w związku z tym zastąpił go Józef Hosaja, zaś Józefowi Jarmule zlecono nauczanie ogrodnictwa. Pod jego opieką powstaje warzywnik, rozwija się sad, rozrasta się ogród w postaci rabatek kwiatowych i sadzonych (szczepionych) róż i bzów (o wszystkich odcieniach), ziemia wydaje obfite plony. Jarmuła nie traktuje swej pracy sielankowo, orientuje się w sytuacji, dlatego większość kwiatów w jego ogrodzie kwitnie na biało-czerwono. Podczas wizyty jednego z urzędników niemieckich, kiedy padło pytanie o powód takiej kolorystyki, Jarmuła odpowiedział, że polska ziemia tylko polskie kwiaty rodzi. Po Józefie Hosaji dyrektorem został Jan Masior, który przy pomocy Jarmuły i pana Seweryna prowadził tajne nauczanie w zakresie gimnazjum.

W 1950 roku funkcję dyrektora szkoły pełnił Jan Garlej. Po wojnie władze zmieniły jej profil kształcenia na handlowo-gospodarczy i jednoroczny rolniczy. W takim stanie trwała do roku 1951. Wtedy to władza komunistyczna stwierdziła, że przeszkadza jej w powszechnej kolektywizacji i aby odsunąć problem z ziem myślenickich, siedzibę szkoły przeniesiono aż do Cieszyna.

Rok 1956 przynosi wznowienie działalności kółek rolniczych, które za cel stawiały sobie rozwój szkolnych form oświaty rolniczej dla młodzieży i dorosłych. Rok szkolny 1957/58 przyniósł założenie szkół przysposobienia rolniczego, działających przy szkołach powszechnych w Lubniu, Pcimiu, Stróży oraz Lipniku. Jednak ani jedna z tych szkół nie kształciła w zawodzie rolnika. W takiej sytuacji w 1958 roku powstała reaktywowana na resztówce podworskiej w Drogini szkoła rolniczo-gospodarcza. Oprócz ogólnych, dziewczętom przekazywano także wiadomości związane z prowadzeniem gospodarstwa domowego. W 1962 roku swoją działalność rozpoczęła ponadto dwuzimowa szkoła dla chłopców. Do dyspozycji szkoły oddane było wtedy gospodarstwo o powierzchni 37 ha, w tym 18 ha gruntów użytkowych.

Powodem panującego wyżu demograficznego tłumaczy się powstawanie Szkół Przysposobienia Rolniczego (SPR-ów) w Głogoczowie, Krzyszkowicach, Trzemeśni. Także i w Myślenicach w 1963 roku - decyzją Wydziału Oświaty i Kultury Prezydium PRN w Myślenicach - powołano SPR przy Szkole Podstawowej nr 2. Szkoła przeznaczona była dla absolwentów szkół podstawowych z Bysiny, Jawornika, Rudnika, Polanki, Borzęty, Osieczan i Myślenic. Inicjatorem jej powstania był podinspektor szkolny Józef Suruło. Szkoła ta była ewenementem, bowiem powstała na terenie miasta, a to było niespodziewanym zdarzeniem. Na stanowisko kierownika powołano nauczyciela techniki w Szkole Podstawowej nr 2 Józefa Bicza. Pełnił tę funkcję do roku 1968. W tym okresie bardzo często zmieniała się kadra pracownicza, co uwidaczniał wzrost lub spadek poziomu nauczania. Szkoła działała jako dwuletnia z rokiem szkolnym od listopada do października, z podziałem na okresy: zimowy, kładący nacisk na naukę i wiosenno-letni, z czasem przeznaczonym na zajęcia praktyczne. Co ciekawe, rekrutowano uczniów za pomocą afiszy i zebrań, na których wyłaniano kandydatów. W roku 1963 zapisano do klasy I 28 uczniów, z czego tylko 3 chłopców. Nauczano przedmiotów ogólnokształcących i zawodowych, a dziewcząt także prowadzenia gospodarstwa domowego. Promocję do następnej klasy otrzymało tylko 19 uczniów. W roku kolejnym działały już dwie klasy, choć rekrutacja - jak przyznaje Józef Bicz - była trudna, szczególnie jeśli chodzi o chłopców, bowiem część, która zgłosiła chęć uczęszczania do tejże szkoły, potem się wycofała, chcąc kształcić się w zawodzie ślusarza, stolarza, radiotechnika itd. Reszta odeszła w ciągu roku szkolnego.

Rok szkolny 1965/66 przynosi reformę w szkolnictwie. Nauka ma trwać 10 miesięcy (od września do czerwca), a rok szkolny ma być podzielony na 4 okresy. Szkoła była już znana na terenie miasta i powiatu, i kłopotów z naborem nie było, a wynikało to z faktu, że uczniowie byli dobrze przygotowywani do zawodu, po szkole znajdowali pracę i byli cenionymi pracownikami. Uczniowie, chcąc uczęszczać do tej szkoły, nie myśleli tylko o zdobyciu zawodu. Zarejestrowano przypadki uczennic, które chciały się poprzez naukę w tejże szkole przygotować do odpowiednich techników.

Uczniowie szkoły pomagali w urządzaniu boiska Dalinu, zakładaniu kwietników i terenów zieleni obok budynków mieszkalnych "Zorzy", a także w pracach porządkowych na Osiedlu Tysiąclecia. Józef Bicz bardzo dbał o szkołę, zasłużył się założeniem na terenie szkoły działki doświadczalnej, wyposażeniem klasopracowni, m.in. szwalniczej, będącej wtedy najlepszą w całym powiecie. Warto wspomnieć, że w roku szkolnym 1966/67 pracę w szkole podjął Emil Biela, mający nauczać języka polskiego - dziś sławny myśleniczanin, poeta, uhonorowany wieloma nagrodami.

Od 1968 do 1970 roku funkcję kierownika szkoły pełniła Anna Cienkosz - nauczycielka Szkoły Podstawowej nr 2. Z jej inicjatywy zorganizowane zostały po raz pierwszy wyjazdowe praktyki, aż do Gdańska. Po jej rezygnacji (urlop macierzyński) na pół roku kierownictwo nad szkołą objął Józef Bicz, a na następne pół roku - Barbara Raba, nauczycielka matematyki w tejże szkole. W tym roku nauczanie matematyki objął również inżynier Władysław Gradek, wiążąc się w ten sposób ze szkołą, zaś w roku 1971 szkoła znalazła się pod jego kierownictwem. Uczniowie sami dbali o tereny szkoły, budowali ogrodzenie, garaż na ciągnik, piwnice ziemne. Organizowano wyjazdy do kina, zabawy choinkowe, andrzejkowe, kuligi. Młodzież uczestniczyła w wielu konkursach zdobywając za każdym razem miejsca w ścisłej czołówce. Coraz więcej uczniów było przyjmowanych do techników. Poziom szkoły wzrastał i w związku z tym w 1972 roku pozytywnie rozpatrzony został wniosek, by przemianować SPR na Zasadniczą Szkołę Rolniczą. W roku szkolnym 1974/75 do szkoły przyjęto tylko dziewczęta, bowiem zmienił się kierunek szkoły na kształcący w zakresie wiejskiego gospodarstwa domowego. Chłopców przekazano do ZSR w Dobczycach. Ponowne pojawienie się uczniów płci męskiej kroniki odnotowują w roku szkolnym 1980/81. Po przeprowadzeniu reformy administracyjnej, która likwidowała powiaty, udało się szkole w 1975 roku uzyskać na miejsce swojej działalności budynek po Urzędzie Gminy w Myślenicach - Rynek 27. To spowodowało lepszą organizację szkoły, bowiem uczniowie mogli odbywać lekcje przed południem, a nie jak dotychczas po południu, kiedy naukę kończyła szkoła podstawowa. Prezydent Miasta Krakowa podjął decyzję, by włączyć szkołę do Zespołu Szkół Rolniczych w Czernichowie. Działała jako filia kształcąca w kierunku nauczanie wiejskie - gospodarstwo domowe. Dyrektorem nadal był Władysław Gradek.

Kiedy odszedł na emeryturę w 1977 roku, jego miejsce zajęła inż. Alojza Litwa, będąca wcześniej nauczycielką przedmiotów zawodowych tejże szkoły. W roku szkolnym 1982/1983 wprowadzono rozporządzenie postanawiające, że nauka w szkołach zawodowych trwać będzie 3 lata. Już wtedy również władze miasta rozpoczęły rozmowy na temat zmiany budynku, jednak nie padły wtedy konkretne propozycje.

W 1984 roku szkoła przeniosła się do nowego budynku znajdującego się przy ulicy Jagiellońskiej 2 w Myślenicach. Budynek spełniał wymagania szkoły. Odnowiono sale lekcyjne, pracownie doposażyć pomógł Zespół Szkół w Czernichowie. Szybko, bo już pod koniec roku szkolnego, warunki jednak uległy pogorszeniu. Kierowniczka szkoły otrzymała bowiem ustne polecenie od naczelnika Kota, by w ciągu 3 dni wynieść z użytkowanego budynku cały majątek szkoły. Szkoła musiała się przenieść z powrotem do Szkoły Podstawowej nr 2. Otrzymała ona w użytkowanie sale na poddaszu, które wymagały gruntownego remontu. Jednak budżet był już nadwyrężony remontem poprzedniego budynku i dlatego też uczniowie i nauczyciele rozpoczęli remont za własne pieniądze. Praktyki uczniowie odbywali w Czernichowie, bowiem szkoła nie miała swojej działki. To powodowało niezadowolenie rodziców, bowiem chcieli oni, by ich dzieci przez wakacje pomagały w rodzinnych gospodarstwach. Niezbyt dobrze układała się współpraca między dyrekcją obydwu szkół, dlatego też rozpoczęto starania o odzyskanie terenów, które szkole podarował Średniawski. Pertraktacje również nie były łatwe. Po długim czasie udało się szkole odzyskać w posiadanie budynek z 1938 roku oraz zdewastowane gospodarstwo. Jednak szkoła musiała jeszcze poczekać z przejęciem majątku, bowiem pojawiły się kłopoty z oddaniem nowego budynku do użytku dla szkoły specjalnej, a zajmowała ona budynek zachodni, który właśnie był przeznaczony dla Szkoły Rolniczej. Nowy rok szkolny 1990/91 miał się rozpocząć w Szkole Podstawowej nr 2, ale pod koniec sierpnia dyrektor "podstawówki" zażądał kluczy i całe szkolne mienie (sprzęt i pomoce naukowe) zostało wyrzucone z pomieszczeń zajmowanych dotychczas przez szkołę. Wydawało się, że po 40 latach szkoła wróciła pod swój dawny adres - na ulicę 3 Maja 97b, jednak tak się nie stało, szkołą pozostała bezdomną. Na posiedzeniu w Urzędzie Miasta ustalono, że szkoła otrzyma budynek zastępczy. Przez jakiś czas mieściła się ona w Domu Ludowym. Dyrektorem była wtedy powołana na to stanowisko w 1989 roku pani Maria Sikora. Podczas roku szkolnego 1991/1992 udało się szkole przenieść do macierzystego budynku, ale warunki pozostawiały wiele do życzenia. Podleganie pod Zespół Szkół w Czernichowie było uciążliwe administracyjnie i dlatego też rozpoczęto starania, by się usamodzielnić, a także z racji pojawienia się potrzeby kształcenia średniego, by utworzyć liceum.

Jak donoszą "Wiadomości Gminne" w dniu 27 listopada 1991 roku dyrektor Maria Sikora zorganizowała w Domu Ludowym na Górnym Przedmieściu - dzielnicy Myślenic (dawna Górna Wieś - miejsce urodzenia Średniawskiego) wieczornicę z udziałem młodzieży szkoły, absolwentów z lat czterdziestych oraz przedstawicieli społeczeństwa miejskiego, a także Radnych w celu uczczenia działalności posła i senatora. To właśnie wtedy zebrani wyrazili życzenie, by szkoła nosiła imię fundatora.

W roku szkolnym 1993/94 oprócz Zasadniczej Szkoły Rolniczej rozpoczęło działalność Liceum Rolnicze, a to z kolei spowodowało, że w 1994 roku Minister Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej powołał Zespół Szkół Rolniczych. W tym też roku szkoła odzyskała cały budynek zachodni od szkoły specjalnej, a to z kolei spowodowało adaptację nowych pomieszczeń, łącznie z poddaszem.

Od roku 1996 roku szkoła kształciła w kierunkach: Liceum Rolnicze (4-letnie) w zawodzie rolnik - gospodarstwo domowe i Zasadnicza Szkoła Ogrodnicza (3-letnia) w zawodzie - ogrodnik (w miejsce Zasadniczej Szkoły Rolniczej). Miała do tego ogromne możliwości, bowiem w skład działki dydaktycznej wchodziły m.in. szklarnia, inspekty, nowoczesna pasieka, jagodnik, warzywnik, mini-sad oraz rabaty kwiatowe. Wszystko to służyło uczniom do odbywania zajęć praktycznych i praktyk zawodowych. Uczniowie mieli także możliwość praktykowania poza szkołą, m.in. w Przedsiębiorstwie Pszczelarsko-Farmaceutycznym "Apipol", Zarodowej Fermie Szynszyli w Myślenicach. Już wtedy planowano także powołanie Technikum Żywienia i Gospodarstwa Domowego (5-letnie), kształcącego w zawodzie technika żywienia i gospodarstwa domowego, a także szkoły dla dorosłych (pierwsza powołana w 1998 roku).

Także w 1996 roku dokładnie 13 listopada (w dzień śmierci patrona) na wniosek nauczycieli, uczniów, rodziców oraz mieszkańców Górnego Przedmieścia szkoła otrzymała imię fundatora. Nadanie imienia poprzedzone było różnorodnymi spotkaniami z najstarszymi mieszkańcami Myślenic, którzy pamiętali jeszcze czasy Andrzeja Średniawskiego, a także konkursami, m.in. historycznymi np. "Życie i działalność Andrzeja Średniawskiego", "Myślenice w okresie autonomii galicyjskiej, I wojny światowej i II Rzeczypospolitej", a także plastycznym - na sztandar szkoły.

W roku 1998 na stanowisko dyrektora szkoły powołany został Piotr Stąsiek. W latach 1995-2003 szkoła mogła liczyć na dotacje z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie. Środki pozyskane stamtąd pozwoliły na urządzenie i wyposażenie pracowni komputerowej, pracowni gospodarki odzieżą i żywieniowej. Ponadto zakupiono sprzęt ogrodniczy i samochód na potrzeby szkoły. Szkoła starała się utrzymać więź ze środowiskiem lokalnym. Czyniono to poprzez udział w dożynkach, wystawach (prace uczniów były wystawiane w Muzeum Regionalnym i w Akademii Rolniczej w Krakowie). Ponadto prowadzono kursy dokształcające dla gospodyń i doradztwo w zakresie pszczelarstwa.

Kiedy dyrektorem został Jerzy Cachel (2003), zmieniono nazwę z Zespołu Szkół Rolniczych na Zespół Szkół, co wynikało ze zmiany kierunków kształcenia w szkole, mających coraz mniej wspólnego z rolnictwem. Młodzież kształci się w Technikum o profilu technik żywienia i gospodarstwa domowego, Liceum Zawodowym, Liceum Profilowanym o kierunkach: gospodarczym i administracyjno-usługowym. W 2004 powołano Technikum kształcące w zawodzie: technika architektury krajobrazu. Rok później odbył się nabór do Technikum o profilu: technik informatyk. Równolegle z technikami zostały otwarte policealne szkoły dla dorosłych kształcące w tych samych kierunkach. Obserwuje się wzrost rekrutacji, podwoiła się liczba uczniów. W związku z tym nauka odbywa się w systemie dwuzmianowym, bowiem baza lokalowa szkoły jest niewielka.

Z racji wprowadzenia nowych kierunków w szkole, stanęły przed nią także i nowe wymagania, które dyrektor stara się realizować. Szkoła posiada dwie nowe pracownie komputerowe (razem 3), działa pełny monitoring, systematycznie wymieniane są meble szkolne, pracownie zaopatrywane w pomoce dydaktyczne. Dla uczniów Technikum Architektury Krajobrazu organizowane są wystawy ich prac w Myślenickim Ośrodku Kultury i Sportu, oraz warsztaty z dziedzin: bibułkarstwo, garncarstwo, wikliniarstwo i hafciarstwo. Szkoła nawiązała współpracę z Politechniką Krakowską - Wydziałem Architektury Krajobrazu. Wprowadzono też pierwszy działający w powiecie - dziennik elektroniczny dla Technikum Informatycznego. Zespół Szkół słynie również w całym powiecie z Zawodów Matematycznych organizowanych dla gimnazjalistów i szkół ponadgimnazjalnych.

Obecnie dyrektor Jerzy Cachel stara się, by powstała sala gimnastyczna (Zespół Szkół jest jedyną szkołą w powiecie nie posiadającą sali sportowej), boisko sportowe o wymaganych standardach, a także, by w najbliższym czasie doprowadzić do rozbudowy budynku szkoły.

Bibliografia

  1. Bukowski Kazimierz, Matka Ziemi Myślenickiej, Myślenice - Kraków 1993.
  2. Folder Zespołu Szkół Rolniczych im. A. Średniawskiego, ze zbiorów biblioteki w Zespole Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
  3. Gwizdała Jan, Andrzej Średniawski - chłop, senator, "Wieści" nr 17, 1989, s. 4.
  4. Jarmuła Anna, Historia Szkoły Rolniczej im. Senatora A. Średniawskiego w Myślenicach - we wspomnieniach mego dzieciństwa i młodości, ksero rękopisu.
  5. Kazanecka Joanna, Działalność parlamentarna Andrzeja Tomasza Średniawskiego w dobie autonomii galicyjskiej Kraków 1989, praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr. Antoniego Podraza, w zbiorach biblioteki Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
  6. Kroniki szkolne Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego z lat 1963-2006, archiwum szkoły.
  7. Mysiński Aleksander, Ziemia myślenicka w dwudziestoleciu międzywojennym, T. IV monografii, Kraków 2003, s. 426.
  8. Rękopis zmarłego J. Pluty z Muzeum Regionalnego - "Dom Grecki" w Myślenicach.
  9. Siłuszyk Sylwia, Andrzej Średniawski - człowiek stąd, film z 2003 r., w zbiorach biblioteki Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
  10. Sikora Józef, Chłopski poseł i senator, "Piast" III 1995, s. 3.
  11. Sikora Józef, Działalność parlamentarna Andrzeja Średniawskiego, maszynopis w zbiorach biblioteki Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
  12. Sikora Józef, Rys historyczny szkoły, maszynopis w zbiorach biblioteki Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
  13. Sikora Józef, Szkoła z tradycjami, "Piast" III 1995, s. 6.
  14. Sikora Józef, Życie i działalność - posła i senatora - Andrzeja Średniawskiego, maszynopis w zbiorach biblioteki Zespołu Szkół im. A. Średniawskiego w Myślenicach.
  15. Wspomnienia M. Kani - rękopis w posiadaniu Renaty Zięby.
Poprawiony: wtorek, 20 października 2015 11:02